Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 stycznia 2013

Kapłan

Dobrą nowinę niesie Kapłan.


Do malowania trafiła kolejna figurka. Niewiele było przy niej do poprawek, bo i sama forma jest dość toporna. Pozwoliłem sobie za to na jedno odstępstwo kolorystyczne od rysunku na karcie postaci i zastąpiłem biały kolor zdobień srebrnym. Wydaje mi się, że wyszło to na korzyść tej dość smutnej postaci, bo nic tak nie dodaje uroku figurkom jak farby metaliczne. Ha! Coś czego jednak przejść nie mogłem to proponowane białe buty. Na tyle ekstrawagancji nie pozwoliłem naszemu Kapłanowi. Srebro i złoto rozumiem, ale adidasy?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Minstrel

Pora na odrobinę muzyki, czyli Minstrel solo.


Myślałem, że wrzucę tę figurkę jako ostatnią, ponieważ od samego początku miałem do niej jakąś niewypowiedzianą niechęć. Po pierwsze, nie wiedzieć czemu, jest proporcjonalnie większa od pozostałych, a po drugie ma (miała) zrośnięte nogi w udach. Poza tym w zamyśle twórców miała być różowa (sic!)

Chyba głównie przez to zrośnięte krocze odstraszał mnie Minstrel skutecznie od wejścia z nim w interakcję, bo materiał z jakiego wykonane są figurki nie jest skory do łatwej obróbki. Naostrzyłem więc skalpel i zgłębiłem się w te patologiczne rejony figurki pogłębiając i usuwając co potrzeba. A co trzeba było usunąć widać na zdjęciu obok. Po żmudnej dłubaninie zabrałem się za malowanie.

Żeby nie robić z tej biednej figurki pościelowego smerfa zdecydowałem się odejść nieco od zalecanych kolorów i zmieszać z różem więcej fioletu. Nieudolne rzeźbienia pasków na ubraniu zamiast pomagać skutecznie utrudniały dokładne malowanie. Niestety wtedy jeszcze nie miałem odpowiedniego wypełniacza, aby luki te uzupełnić. Tym, którzy jeszcze nie zaczęli malowania, polecam więc pozbyć się tych żłobień i namalować białe paski samodzielnie.

Końcowy efekt samego mnie jednak zaskoczył. Oryginalna twarz postaci dodaje jej dużo wyrazu, poprawiona rzeźba nie kole już tak w oczy, a kolory żywo podkreślają zabawny charakter postaci. Przeprosiłem się z Minstrelem. 

środa, 3 października 2012

Chaos Space Marines Terminator Lord

Długo mnie tu nie było, ale zapewniam, że nie próżnowałem.
Przykładem tego niech będą zdjęcia tegoż Lorda Chaosu, czyli Chaos Space Marines Terminator Lord z serii Warhammer 40 000 w moim wykonaniu. Jest to krzyżówka dwóch zalecanych Lordów z jednego zestawu. Ale z racji nie używania tej figurki do grania, pokusiłem się o pewną niekonsekwencję.
Mam nadzieję, że to jeszcze nie bluźnierstwo.

Zapraszam do oglądania i komentowania.

piątek, 9 marca 2012

Chaos Lord on Daemonic Mount

Udało mi się zakończyć proces fotografowania i obróbki zdjęć nowej figurki.
Tym razem jest to Chaos Lord on Daemonic Mount z Warhammer Fantasy Battle.

Zapraszam wszystkich do obejrzenia galerii i komentowania.

środa, 25 stycznia 2012

Zapowiedź chaosu



Żeby nie trzymać tak długo, w niedostatku przed Państwem zapowiedź mojego nowego malunku.

Więcej zdjęć pojawi się już wkrótce, gdy tylko przejdą proces fotografii i obróbki. Póki co do Waszych oczu oddaję w pełnej krasie Lorda Chaosu.
Czekam opinii...

piątek, 6 stycznia 2012

Ghoul

Tak to jest jak się poprawia usta lokówką.


Znów zielona postać na zielonym tle. No cóż, mamy tym razem stworka, co przybiera jedynie humanoidalną postać, ale człowiekiem nie jest. Można więc wybaczyć dysproporcje (zwłaszcza te wielkie uściory!). Muszę przyznać, że zastosowałem przy malowaniu tej figurki pewien trik...

Pomalowałem mianowicie całą figurkę kolorem bazowym i tak długo nakładałem brązowe washe na jej wdzianko, aż uzyskałem pożądaną barwę. Przy okazji uzyskałem stosowne cieniowanie i odpowiednio zgniły odcień. Na resztę poszły rozjaśnienia rozcieńczoną żółtą farbą. Może to i kombinowanie, ale się opłacało. Nagrobek dostał drybrush srebrem, które oczywiście na zdjęciu musiało się wybić jak szalone, choć nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Oczy Ghoul'a były na tyle duże, że pokusiłem się o ich pomalowanie i przykrycie błyszczącym lakierem. Dodało to zdecydowanie życia tej i tak cmentarnej postaci.

czwartek, 5 stycznia 2012

Zabójca

Rzutem na taśmę tytuł Zabójcy dostaje Assassin.


No niestety, to zdecydowanie najbrzydszy zabójca jakiego widziałem. Myślę, że moja opinia nie odstaje daleko od innych. Pomysłowość i forma tej figurki jest prawie tak dobra, jak wykonanie jego sztyletu. Przyznaję, że nie miałem żadnego pomysłu na tę postać. Zapewne wyglądałby lepiej, gdybym uparcie nie chciał trzymać się kolorystyki przedstawionej na kartach poszukiwaczy. Na żywo wygląda on może nieco lepiej ze względu na mniejszą ilość rozbłysków. Przed malowaniem za to jego głowa była jeszcze większa.

Nie mam więcej uwag.

środa, 4 stycznia 2012

Elf

Po zielonym hasa Elf.


Trochę obawiałem się, że nie będzie go widać na tym tle, ale się udało.

Nieodzownym atrybutem elfów jest, jak wiadomo łuk. Tutaj znów w oryginale dostaliśmy ciekawostkę, w której to cięciwa była prawie tak gruba, jak sam łuk. Ogólnie postać tego elfa jest dosyć toporna i wygląda, jakby go coś przygniotło. Nawet (nieodżałowane) fałdy na płaszczu fałdami nie są, bo przy malowaniu musiałem znów trochę po oszukiwać. Żeby na tyłach nie wiało nudą pozwoliłem sobie nieco zabrudzić elfie ubranko, że niby to tak od biegania po rodzimym lesie. Ale wracając do łuku...

W zasadzie w każdych figurkach z łukiem jakie widziałem rzeźbiarze oszczędzają nam widoku cięciw. I dobrze. Cięciwę można zrobić samemu, lub też jej nie robić. Niestety autorzy tej figurki nie wstydzą się swojego braku umiejętności i musieli dołożyć do łuku linę okrętową. Szybko więc jej się pozbyłem i zastąpiłem nasączoną klejem cienką nicią. Rękojeść łuku oplotłem za to jeszcze cieńszym drucikiem.

Zdaję sobie sprawę, że całość dalej wygląda dość masywnie, ale musi spełniać też walory użytkowe i nadawać się do grania, a nie tylko oglądania. W tym wypadku cały łuk ma niespełna 1,5cm, więc to również dyktuje pewne warunki...

Czarownica

Brzydko palcem pokazuje Sorceress.


Malując tę figurkę postanowiłem nadać jej nieco ciemniejsze kolory od tych proponowanych przez rysownika. W końcu Czarownica nie kojarzy się z czymś miłym i czystym. Jej blade lica nie pasowały mi do mrocznej stylistyki. I mimo iż samej figurce daleko jest do mroku, a ona sama nawet delikatnie się uśmiecha, spuściłem nieco z tonu i jaskrawości. Efekt połyskujących (magicznych) szat uzyskałem delikatnie drybrush'ując fioletową suknię srebrem, a czerwone nakrycie złotem. Niestety znów zdjęcia nie oddają tego w pełni.

W tym przypadku nie mogłem powstrzymać się od konwersji wyposażenia naszej Czarownicy. Mowa tu o różdżce, a raczej rózdze, która w oryginale przypominała kłodę drewna. Odciąłem więc wspomniany gryzmoł, przewierciłem się przez drobną rączkę i umieściłem w niej nową laskę wykonaną ze spinacza biurowego. Zgodnie z rysunkiem oplotłem ją cienkim oplotem, za który posłużył mi drucik z elektromagnesu. Nasadziłem głownię i całość została zwieńczona prawdziwym piórkiem odpowiednio wyciętym ze zmiotki do kurzu. Piórko utwardziłem klejem, aby w trakcie użytkowania nie ułamało się i nie odpadło.

Efekt chyba zadowalający.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Mnich

Monk wędrujący w pozie zdobywcy.


Co prawda dumnie miast piersi wypina brzuch, ale tacy są mnisi. Lubię tą figurkę i choć widać kilka niedoróbek, podobać się może ze względu na klimat. Przy malowaniu nie sprawia żadnych problemów i można obejść się bez poprawek formy. Jedynie kij, który dzierży wątła rączka może zostać zastąpiony czymś lżejszym i cieńszym, ale w tym wypadku pozwoliłem sobie nie ingerować w mnisie wyposażenie.

Znów światło dało się we znaki przy fotografowaniu i za bardzo rozbłysnęły szaty na wędrowcze. Rzeczywiście jednak Monk matowy strój nosi, a nie błyszczącą suknię. Oczki mnicha zostawiłem ciemne, bo przy wszelkich próbach malowania tak małych detali, twarz wygląda komicznie. Przynajmniej w moim wykonaniu.

Myślę, że się mnich nie obrazi.

sobota, 26 listopada 2011

Krasnolud

Dwarf, czyli krasnolud w pozie siedzącej.


Krasnal ogrodowy zaprezentowany przez Fantasy Flight Games z pozoru ma się dobrze, ale przeszkadzać może jego nieco przesadzona korpulentość. Mimo to trzyma się w klimacie podstawowej wersji gry prawie tak silnie, jak mocno dzierży swój gruby topór.

Znów niestety nie uświadczyliśmy swobodnie zwichrowanego płaszcza, ale za to ładnie zaprezentował się (jakiś) złoty symbol zdobiący jego plecy. Postać jest zdecydowanie zbyt pancerna, a wrażenie potęguje porównanie do rzeźb występujących w kolejnych dodatkach.

Widać tutaj jak metalicznie prezentują się opisywane przeze mnie kiedyś metaliki, bo nasz Krasnolud zwykł dbać o zbroję i polerować ją w każdej wolnej chwili. Niestety w moim obiektywie lśnią przez to aż za bardzo.

piątek, 25 listopada 2011

Złodziej

Grabi, łupi i ucieka: Thief. Czyli Złodziej z wąsem po same uszy.


Postać to znienawidzona przez graczy, którzy nie mieli szczęścia jej wylosować. Podczas gdy bezkarnie Złodziej biega sobie, plądruje wioski i okrada innych poszukiwaczy, styliści za karę ubrali go w różową koszulę. Szybko więc pod moim pędzlem zyskała ona nieco ciemniejszy odcień, aby nie budzić zbyt dużych kontrowersji.

Obyło się tutaj bez konwersji, bo mimo delikatnie krasnalowej rzeźby postać ma swój klimat. Doczepić się można jedynie tego, co ów złodziejaszek trzyma w swojej lewej ręce i jak dalece to odbiega od lekkiej złotej biżuterii oraz sznurów pereł. Przyznam szczerze, że przed malowaniem miałem problem z identyfikacją jego łupu. Może biegł tak szybko, że aż zaczął mu się topić?

Tak czy siak figurka jako jedna z niewielu cechuje się rzeźbą zatrzymaną w ruchu, co czyni ją bardziej atrakcyjną. Mimo modzie na brak proporcji jest jednym z ciekawszych modeli podstawowej wersji Talismanu.

piątek, 4 listopada 2011

Wróżka

Czyli mody na wodogłowie ciąg dalszy. W dzisiejszym odcinku: Prophetess.


Na szczęście w przypadku tej figurki dysproporcje tak nie rażą. Bujne włosy, może wytapirowane trochę i stąd całe to wrażenie (sic!). Prosta forma, przypominająca trochę pion szachowy zdaje się być nieco nudna i szczerze przyznam, że nie przekonuje mnie jej skromność.

Wystarczy jednak spojrzeć na rysunek postaci, aby dojść do wniosku, że się chyba rysownik z rzeźbiarzem pokłócił. Jak nie wiele trzeba było, aby dodać trochę dynamiki tej postaci, ale ktoś się uparł no i masz. Niestety nie odważyłem się, żeby poprawić naszej pani pozę, ale nie wykluczone, że jak długo będę na nią patrzył, to to w końcu zrobię.


Skoro tamci się nie dogadali, to ja również postanowiłem zrobić delikatne odstępstwo i uraczyć szaty Wróżki nieco innym odcieniem. To jeden z nielicznych grzechów jakie popełniłem przy interpretacji postaci, ale wybitnie mi ten nie-wiadomo-jaki kolor nie pasował. Myślę, że figurka dzięki temu zyskała na charakterze, ale jestem skory do polemiki.

Jakby kto pytał, to figurka ma równo 3cm.

czwartek, 3 listopada 2011

Wojownik

Na przekór wszystkim wojownikom staje: Warrior.


A dlaczego na przekór? Jeszcze tak przedziwnej postaci nie widziałem (mówię tu o formie). Jest tyle różnych pomysłów i wyobrażeń wojowników, od mężnych bohaterów po mroczne zabijaki, że trzeba było je wszystkie zignorować i zrobić coś takiego. Dosyć, że w jakiejś wykrzywionej i zupełnie niewalecznej pozie to jeszcze z wodogłowiem. Chyba do tej figurki mam największy żal, a raczej do jej pomysłodawcy.

Nie trudno się domyślić, że konwersji uległa broń. Oryginalna przypominała niestety wielkiego banana, który niepokornie (jak to banan) zawijał się ku górze. Na prostowanie takich elementów jest oczywiście sposób. Wystarczy przed malowaniem potraktować figurkę gorącą wodą i po uformowaniu ostudzić. Do poprawy miecza użyłem ostrego skalpela, którym wygładziłem i wyostrzyłem powierzchnię klingi.

W ruch poszły znowu metalizery, a żeby realistycznie pomalować miecz pokryłem go czarną farbą i zrobiłem jedynie lekki drybrush po całości. Płaszcz, podobnie jak w przypadku Wizarda, nie pozwalał na wielkie szaleństwa, więc większość zafałdowań widocznych na zdjęciu trzeba było namalować. Żeby zlikwidować nieco wodogłowie musiałem jak najbardziej przesunąć linię włosów i zaciemnić obszary wokół twarzy. Obawiam się, że to i tak za mało.

Żeby była jasność kompletna, wojownik przedstawiony na tej figurce jest równie nieudolnie przedstawiony na karcie postaci, więc gratulacje przedziwnej wyobraźni trzeba kierować do rysownika.

niedziela, 30 października 2011

Druid

Czyli chłop w sukience.


Figurka ciekawa, bo już na tych ciuszkach dzieje się trochę więcej. Niestety na zdjęciu przebija się zbyt dużo białego, bo jak to zawsze z białym bywa - lubi odbijać światło. W rzeczywistości białe są tylko najbardziej wystające elementy szaty. Ale do rzeczy.

Konwersja była znów konieczna. Na szczęście obyło się bez cięcia i wiercenia. Przerobieniu, na tyle ile materiał pozwalał, uległ sierp druida, gdyż ten oryginalny przypominał bardziej dorodną kaszankę. Przy pomocy skalpela i pilnika usunąłem nadmiar materiału i już nasz Druid może sobie teraz hasać po polach i normalnie zbierać zioła.

Do malowania sierpa użyłem metalizera Vallejo Liquid Silver. To zdecydowanie najlepsze metaliczne farby na rynku, o czym przekonacie się przy okazji prezentacji kolejnych figurek, na których będzie więcej metalicznych elementów. Postaram się też napisać o tych farbach nieco więcej.

Także, taka figurka...

Czarnoksiężnik

Pierwszą figurką z obiecywanej serii jest Czarnoksiężnik (Wizard). 


Już widać, że bajeczne płaszcze, do których przyzwyczaiło na Games Workshop nie mają tutaj miejsca. Rzeźba jest prosta w konstrukcji, a że przysiągłem sobie, że musi być wierna z oryginałem nie było mowy o finezyjnych ornamentach, które aż prosiły się by zostać umieszczone choćby na tyle płaszcza.

Przypatrując się figurce już wiedziałem, że należy coś w niej zmienić i była to laska. Oryginalna gięła się i wyglądała na nadwyraz "spuchniętą". Po jej średnicy pozostał jedynie rozmiar dłoni, która ją trzymała, a która pozostawia i tak wiele do życzenia. Ale trudno.

Zabrałem się do pracy i odciąłem laskę od modelu, przewierciłem się na wylot przez zaciśniętą pięść, a jedyną pozostawioną częścią została sama głownia. W niej również nawierciłem na tyle głęboki otwór, by nie uszkodzić całości. Za pomocą pieczołowicie wyprostowanego spinacza biurowego odpowiedniej długości uzyskałem dolną część laski, którą przy użyciu kleju cyjanoakrylowego połączyłem z głownią. Całość (również na klej) wsadziłem figurce z powrotem w grabie i tak oto nasz Czarownik zyskał już na starcie poprawne oprzyrządowanie. Oczywiście głownia i tak jest za duża, ale przynajmniej kryształy na niej osadzone ładnie się prezentują.

Z figurką nie ma większych problemów przy malowaniu, trzeba jednak uważać, by nie przesadzić z washem, bo przy tak dużych i płaskich powierzchniach może zepsuć nam cały efekt. Cieniowanie płaszcza jest raczej wysublimowane i wszelkie próby uzyskania wielkich kontrastów wyszłyby mało naturalnie. Do uzyskania kryształowego efektu na lasce na zakończenie pokryłem ją błyszczącym lakierem, czego na zdjęciu może tak dobrze nie widać. Uważam, że nie każda taka laska musi być zawsze drewniana. Zwłaszcza u Czarowników.
Enjoy!

sobota, 29 października 2011

Talisman: Magia i Miecz


Czym jest "Talisman Magia i Miecz" analogowym graczom lubiącym fantasy nie trzeba mówić. Wszystkich innych, tytułem wstępu, odsyłam do stosownej lektury.

Przygodę z Talismanem rozpocząłem kilka lat temu. Sam świat znałem już od dzieciństwa, kiedy to na rynku polskim szalała jego pierwsza polska wersja, czyli "Magia i Miecz" oraz fantastycznie przerobiony przez naszych rodaków "Magiczny Miecz". To właśnie od niego się zaczęło.

Pierwsze edycje Talismanu posiadały kartonowe wizerunki postaci, dopiero od trzeciej twórcy zdecydowali się na wprowadzenie plastikowych figurek.
Po drodze odświeżono wygląd całej gry i po czwartej edycji doczekaliśmy się edycji czwartej poprawionej i właśnie o niej będzie mowa.

Razem z grą dostajemy figurki oraz karty postaci. Na szczęście już w pierwszym momencie mój bystry wzrok zauważył, że figurki nie są kolorowe. Ha! Tak nie będzie - pomyślałem i jak nigdy wcześniej zacząłem malować. I tak już kolejny rok.

A z czym mamy do czynienia?
Jeśli porównywać figurki do tych, które znamy choćby z Warhammera, to podobieństw trzeba by szukać na siłę. Figurki bowiem zrobione są z dość miękkiego plastiku i odlane zostały w całości z podstawką. Nie musimy więc nic kleić, ale jakość odlewu niestety spada, bo formy nie są już tak dokładne. Plastik natomiast jest mniej łamliwy, więc to ewidentny plus. Skala z jaką mamy do czynienia jest naprawdę niewielka, bo średnia wysokość talismanowej figurki sięga średnim warhammerowym zabijakom najwyżej pod pachę. Celowo nie precyzuję jej, bo (o zgrozo!) każda jest w nieco innej skali, co widać najlepiej porównując figurki z różnych części gry.

Figurki z podstawowej części mają swój charakter i utrzymane są w jednym klimacie, chociaż ewidentnie brakuje im czasem proporcji. Niekiedy też trzeba się naprawdę sporo napracować, by usunąć nadlewy po formie, żeby w ogóle móc zacząć jakąkolwiek pracę nad figurką. Na szczęście jakość rzeźbienia, proporcji i szczegółów cały czas wzrasta, a to cieszy. Polepszeniu ulegają również formy, których składania nie przechodzą już np. przez środek twarzy lub między drobnymi elementami ubioru.

Ja postanowiłem, że malowanie moich figurek będzie możliwie najwierniej przedstawiać wizerunki malowane na kartach postaci, aby łatwo móc je identyfikować na planszy. Jednocześnie staram się, by malowanie to było na coraz lepszym poziomie. O technikach, których używałem opowiadać będę przy okazji prezentacji każdego z poszukiwaczy, bo tak ich zowią.

Zapraszam więc do śledzenia wyników moich zmagań z figurkami do Talismanu, które na bieżąco dodawane będą do figurkowej bazy zgodnie z częściami gry.

Więcej o samej grze poczytać można również w moim wpisie: Talisman - czy warto?

poniedziałek, 24 października 2011

Skrzat

W międzyczasie mały bonus.
Czyli zapowiedź serii, która już wkrótce będzie pojawiać się dość regularnie.


Palce lizać!

niedziela, 23 października 2011

Od początku

Jak zaczynać, to od początku! A zatem co następuje:

Project Crusader, skala 1:10
- baza Fimo Classic (utwardzona)
- modelowanie Super Sculpey

Z racji tego, iż już jestem pewien, że nie zmienię tworzywa należy wedle wcześniejszych zaleceń przymocować rzeźbę na czas obróbki. Postanowiłem, że już wcześniej usunę wystające ze stóp druty (aby dodać je tuż przed ostatecznym montażem do podstawy). W zamian za to zbudowałem niepozorną konstrukcję, która bezlitośnie wkręca się w plecy jegomościa i słusznie usztywnia postawę. Na nogach więc stoi własnoręcznie.

Pierwszy narzut i oto co powstało:


Tym razem miałem już trochę dosyć po raz kolejny zaczynać od buta, więc zacząłem od góry i tak powoli będziemy się poniżać:




Teraz już na prawdę nie mam na co narzekać. Zostaje tylko praca. Niebawem kolejny update.

Epoka modeliny

Przyszła pora na kolejne tworzywo do testowania, przyszła pora na modelinę.

Ale nie taką zwykłą, choć dostępną w "plastykach", czy chociażby w empiku.
Mowa tu o FIMO Classic.


Jak wiadomo modelina po obróbce termicznej staje się twarda jak dzwon, więc nie musimy jej ani moczyć, ani okrywać mokrymi szmatami na noc. Dostępna jest oczywiście w całej palecie kolorów i efektów, które nam są zupełnie niepotrzebne. Oprócz zgoła szalonych odmian Fimo dominują dwie podstawowe: Soft i Classic.
Soft już po krótkim pomęczeniu staje się miękki i gotowy do działania.
Classic wymaga więcej cierpliwości, ale dzięki temu potrafi oddać bardzo dobrze bardzo drobne szczegóły, a o to nam chodzi.

Po eksterminacji glinianego luda odzyskałem misternie przygotowany szkielet druciany oraz na nowo pokryłem go wątłym ciałem naszego przyszłego Krzyżowca.


Postanowiłem również pozbyć na pewien czas przyszłych rąk, aby odsłonić tors i ułatwić sobie pracę.

Już po pierwszej zabawie dała się jednak we znaki swoista gumowość modeliny i to, że przez cały czas chętnie pracuje ona całym ciałem mimo, że było ono już nieporównywalnie lżejsze od glinianego alter ego. Niewiele myśląc chwyciłem więc wstępnie uformowane body i z pomocą kąpieli we wrzątku utwardziłem przyszłą bazę. Teraz dopiero można zacząć pracę nad przyrostem masy i szczegółami.


Oddanie drobnych elementów oraz gładkość tworzywa mile mnie zaskoczyły, choć nie powiem, żeby opiewały one pracę bez wysiłku. Aby wyrobić widocznego na zdjęciu buta, choć nie wydaje się on być bardzo złożony, trzeba było powalczyć z materią, bo a to skrobaki nie chciały zacinać się w masie, a to uginające się tworzywo przemieszczało się potajemnie.

Nie były to może bardzo dramatyczne przeżycia, a myślę, że sam efekt wart jest wysiłku.



Ciekawostką też jest to, że różne kolory Fimo, nawet tego samego typu, delikatnie różnią się od siebie miękkością. Najlepiej ponoć sprawuje się modelina w kolorze szarym, dlatego pewnie nie było jej tam, gdzie się zaopatruję.
Zdecydowałem się więc na to, czego było najwięcej i w najbardziej neutralnym kolorze.

Aha! I lepi się wszystko strasznie do tego cholerstwa...